Już od najmłodszych lat rodzice rozbudzali we mnie miłość do naszej pięknej, polskiej przyrody. Można nawet powiedzieć, iż wpoili we mnie niekończącą się tęsknotę za podróżami - szczególnie nad morze. Nie wyobrażam sobie dziś, że nasze rodzinne wczasy moglibyśmy spędzać w górach czy na Mazurach - dla mnie zawsze liczył się tylko Bałtyk i nasze piękne, nadmorskie miejscowości.
Już od najmłodszych lat ojciec opowiadał mi o czasach swojej młodości, kiedy to razem z przyjaciółmi ze studiów wyjeżdżali nad morze „w ciemno”. Szczególnie jedna z tych historyjek zapadła mi w pamięć. Był to opis przezabawnych perypetii i zbiegów okoliczności, po których zupełnie niespodziewanie znaleźli się w uroczym, nadmorskim kurorcie Rowy. To była wyprawa mojego życia i nigdy jej nie zapomnę - do dziś jak mantrę powtarza mój szanowny rodzic. Ja zawsze słuchałam tych opowieści z zafascynowaniem. I chociaż ojczulek szalał nad morzem jakieś 25 lat temu, postanowiłam, że odwiedzę tę osławioną rodzinnymi opowieściami miejscowość. Udało mi się namówić na ten wyjazd mojego chłopaka. Plan spakowania manatków, zabrania śpiworów i wyjechania dosłownie z dnia na dzień wydał mu się bardzo romantycznym. Bez rezerwacji żadnych noclegów, licząc na farta, wskoczyliśmy do pociągu i ruszyliśmy w ślad dawnych nadmorskich wypraw rodzica.
Mimo, że jechaliśmy kilka godzin, to podróż upłynęła mam ekspresowo. Wieczorem wykończeni, ale szczęśliwi, byliśmy u celu. Musieliśmy niestety zrezygnować z zamiaru spędzenia pierwszej nocy pod gwiazdami na plaży, gdyż było po prostu chłodno. Spytaliśmy pierwszą, napotkaną osobę o możliwość noclegu. Przechodzeń skierował nas do kwatery Pod Platanem1. Od razu nam się tam spodobało. Kwatery te położone są w bardzo spokojnym miejscu, cichym ale nie odizolowanym od reszty kurortu. Blisko do morza, ale nie na tyle, żeby przeszkadzały nam odgłosy kąpiących się w nim dzieciaków. Ceny przystępne i adekwatne do proponowanych usług, a kwatery wprost cudowne. W ogóle całe to miejsce i najbliższa okolica sprawiały wrażenie takiej swojskości - czułam się tam, od samego wejścia, jakbym była u siebie. Iście miła i uczynna usługa powiększała urok miejsca i nasze wrażenia. Zdecydowaliśmy się na spędzenie tam całego tygodnia - na szczęście udało nam się załapać na śliczny dwuosobowy pokoik.
Jednak wszystko co dobre- szybko się kończy. Minął nasz długi weekend i trzeba było wracać do domu. Nie w smak nam było opuszczać tak idylliczne miejsce. Radowałam się, że mogłam wrócić nad nasze piękne morze i że dane mi było podziwiać je w tak spokojnej atmosferze. Jeżeli ktoś, tak jak ja, ceni sobie spokój i potrafi docenić piękno przyrody, nie zniszczone jeszcze przez człowieka, to powinien koniecznie odwiedzić Rowy - nadbałtycki raj.